Home office z dziećmi – jak nie zwariować i wytłumaczyć dzieciom sytuację?

Przemysław Durczak

Żyjemy dzisiaj w zupełnie innej rzeczywistość niż jeszcze pół roku temu. W moim osobistym świecie zmieniło się bardzo wiele, od miesiąca siedzę w domu na home office. Każde wyjście po paczkę to wydarzenie nowej rangi. Do tego dochodzą problemy biznesowe moich klientów. Zacząłem się zastanawiać, co mi pozwala przetrwać i co jeszcze można poprawić w codziennej rutynie, zwłaszcza jeżeli ma się dzieci. O odpowiedź na te pytania poprosiłem Olę, psycholożkę i terapeutkę. Ona do rozmowy zaprosiła koleżanki po fachu.

Ola: Od czterech tygodni siedzę w domu. Chociaż bardzo bym tego nie chciała, wszystko wskazuje na to, że jeszcze trochę posiedzę. W domu pracuję ja i mój mąż – w towarzystwie sześcioletniej córki i dwulatka. Czy jeszcze nie zwariowałam? Bywają takie chwile, kiedy jestem temu bliska. Staram się pamiętać, że jednym z kluczy do zdrowia psychicznego jest rezyliencja – czyli umiejętność dostosowania się człowieka do zmieniających się warunków otoczenia. Na co dzień bardzo mi zresztą dalekie, bo należę raczej do ludzi zbuntowanych i niecierpliwych. Dziewczyny, czy już zwariowałyście? 

(cisza, łagodny uśmiech…)

Jak nie zwariować podczas home office z dziećmi (i nie tylko)?

Ola: No dobra, to co zrobić, żeby nie zwariować podczas home office? Bo mi się to połączyło mocno z takim pytaniem, jak w ogóle nie zwariować? Bo home office to jedno a to, że siedzimy w domu cały dzień, to drugie. I obie te rzeczy mocno na siebie wpływają.

Arleta: Wiesz co Ola, jak mi przysłałaś te pytania, to ja sobie pomyślałam, że mi pomogło to, o czym dziś rozmawiałyśmy. Niby o tym wiedziałam, ale jak ktoś mi to powiedział, to nabrało to dla mnie innej wartości. Żeby dbać o takie małe rzeczy, zwłaszcza te, które prowadzą do normalności.

Arleta: Na przykład: żeby przeprowadzać aktywność fizyczną w domu, żeby robić, co się lubi. Ja lubię czytać, więc dużo czytam. Myślę, że w trakcie home office trzeba pamiętać o tym, żeby zachować „normalność” tam, gdzie się da. Warto wyznaczyć sobie konkretny czas na tę pracę i na przykład się do niej ubrać, tak jak się normalnie ubieramy, zrobić sobie makijaż, spryskać się jakimś perfumem (śmiech), faceci się normalnie golą, to żeby się ogolić. Dobrze mieć konkretne, wyznaczone miejsce do pracy. Po pracy, cóż, żyję tak normalnie w domu, jakbym z niej właśnie wróciła. 

Home office z dziećmi

Ania: Ja ostatnio udzieliłam takiej porady. Aż sama byłam zaskoczona tym, co mówię. Ale punktem odniesienia był ośrodek terapii uzależnień, w którym pracowałam (wszystkie zresztą pracowałyśmy). Tam ludzie się budzą o konkretnej godzinie, potem jest jakiś sport, śniadanie, odprawa do pracy, czas pracy, obiad i czas wolny. 

Codzienne rytuały i obowiązki

Ania: No i wiadomo, ten czas pobudki może się wydłużyć, to nie musi być 6:00 czy 7:00. Wszystko możemy dostosować. Ważne, żeby to było poukładane. Tak, jak w normalnym funkcjonowaniu domowym. Ważne jest to, że jest przede wszystkim czas wysiłku dorosłych, ale bez pomijania znaczenia czasu wysiłku młodych. Istotne w tym czasie jest to, żeby każdy miał swoje obowiązki i swój plan dnia. Jest to konkretna konieczność usystematyzowania naszej pracy, ale też pracy dzieci. To pozwoli utrzymać porządek i tym samym zachować higienę zdrowia psychicznego. 

Ania: Takie planowanie jest ważne, zarówno gdy jesteśmy w domu z dziećmi, ale też gdy jesteśmy w nim sami. Ta porada, od której zaczęłam moją wypowiedź, udzielona została Pani na emeryturze i jak się później od niej dowiedziałam, to było dla niej bardzo pomocne. 

Ola: Mi z tym planowaniem czasu skojarzył się taki rytuał z ośrodka, że każdy dzień zaczyna się spotkaniem porannym, na którym ustalane są pewne rzeczy. Mój „korpomąż” nazwałby to DAILY. Można to zrobić przy śniadaniu albo dzień wcześniej wieczorem. W spotkaniu chodzi o to, żeby ustalić właśnie plany dla wszystkich. Zmusza nas do takiego korpo-myślenia społecznościowego sytuacja, bo to, co do tej pory robiliśmy w czterech różnych miejscach, nagle trzeba zrobić w jednym. Być może nie każdy ma swój komputer i trzeba się dzielić. Być może biurka są dwa a potrzebujących jest więcej. W międzyczasie trzeba ugotować jakiś obiad. Warto to wszystko rano przeanalizować i pomyśleć, jak to poukładać. 

Ola: Ja robię tak, że rozpisuję to wszystko i staram się tego trzymać w miarę skrupulatnie. Nie chodzi o to, żeby mieć pretensje do siebie, że spóźniłeś się minutę, bo to wprowadza niepotrzebny stres, ale jest mi łatwiej, kiedy ten plan jest. Dobrze też jak inni domownicy TWÓJ PLAN ZNAJĄ. 

Ola: Ja mam ten problem, że prowadzę sesje terapeutyczne on-line. Ważne, żeby podczas tych rozmów było cicho, bo to daje komfort mojemu klientowi. A komfort (mało profesjonalne słowo, które mogłabym zastąpić bardziej terapeutycznym) jest dla mojego klienta niezbędny w pracy nad sobą. Jest to pewnie dużo ważniejsze niż podczas biznesowych CALLi mojego męża.

Dzieci i praca zawodowa

Home office z dziećmi

Ola: Jak pracować z dwu- i sześciolatkiem na 56 metrach, przygotować się do home office z dziećmi? Mianowicie tak, że inni domownicy wiedzą, o której mam spotkania i że w tym czasie trzeba być cicho i siedzieć w swoim pokoju. Wiedzą, bo o tym porozmawialiśmy i ustaliliśmy to wcześniej. Wiemy o tym ja i mój mąż, wiedzą też dzieci. Wszyscy muszą mieć zaplanowane takie aktywności, które nie będą mi i mojemu klientowi przeszkadzać.

Arleta: No właśnie, jeżeli wytłumaczysz swojemu dwunastoletniemu synowi, że teraz pracujesz i dlatego nie masz czasu zrobić mu kanapki albo pograć z nim w grę, to on to powinien zrozumieć. Trzeba tylko z nim o tym porozmawiać i ewentualnie kilkukrotnie przypomnieć. 

Arleta: W pewnym momencie przywyknie do tego, że “mamo, już?” można mówić dopiero od godziny 16:00 i pewnie teraz przechodzimy do następnego pytania. Jak o tym home office rozmawiać z dziećmi?

Potęga rozmowy

Ania: W tej kwestii ważne jest to, że w ogóle trzeba rozmawiać. Trzeba dzieciom tłumaczyć. Bo one słyszą, co się dzieje. Oglądają z nami telewizję i sytuacja na świecie w każdym budzi lęk i niepokój. I to jest rola nas, dorosłych, żeby ten lęk przewentylować rozmową. Z dziećmi trzeba rozmawiać uczciwie i, co oczywiste, językiem dostosowanym do odbiorcy. 

Ania: Nie mówiłabym bardzo małym dzieciom o wysokiej śmiertelności tego wirusa. Jak na każdy trudny temat trzeba po prostu rozmawiać szczerze. Nie możemy mówić dzieciom, że nic się nie stało, bo się stało. Mama jest w domu, tata jest w domu, ja nie chodzę do przedszkola, wszyscy się dziwnie zachowują. Trzeba być gotowym, żeby odpowiedzieć na te pytania. A często nawet je ubiegać, bo dzieci o pewne rzeczy boją się zapytać albo nie wiedzą, jak mają to zrobić.

Włączamy dzieci w nowe obowiązki

Homo office - jak się przygotować

Ania: Warto też w tę nową rzeczywistość dzieci wciągnąć na miarę ich możliwości. Każdy może mieć swoje zadania. Sześcioletnia Zosia może dezynfekować klamki. A piętnastoletni Krzysiu może być odpowiedzialny za to, żeby sprawdzać daty ważności produktów. Taka wspólna dbałość o bezpieczeństwo pomoże zachować czujność i tym samym będzie pomocna w utrzymaniu zdrowia. Dzieciom pozwala się to czuć ważnym i potrzebnym elementem tej całej układanki. Co jest zresztą istotne nie tylko w czasie koronawirusa.

Ania: Ważne jest też to, żeby zadbać o odróżnienie poniedziałku od soboty czy niedzieli. Nie ma takiej opcji, że świat stanął. On się przeformułował.

Zadbajmy o uczucia wszystkich domowników

Ola: Myślę, że ważne jest też to, żeby z dziećmi rozmawiać o uczuciach. Przyznać rację, że jest teraz czas kryzysu – wirusa – a kryzysy się zdarzają. Dodać otuchy,  że owszem to trochę potrwa, ale przez to przebrniemy – wspólnie! Rozmawiać o tym, że może być taki czas bardziej nerwowy a mama i tata będą nerwowi, bo to jest po prostu trudny czas i jednocześnie zapewnić, że nerwy dzieci też będziemy się starać zrozumieć. 

Ola: Każdemu może być w tej sytuacji trudno. Prawda jest też taka, że każdy musi z czegoś zrezygnować. Warto ustalić, co dla kogo jest ważne i z czego każdy z członków rodziny raczej rezygnować by nie chciał.

Ania: Tak, po pierwsze rozmawiać o tym, czego byśmy chcieli a po drugie o tym, jaki każdy ma kłopot z sytuacją, ze swoimi zadaniami. Poruszę jeszcze jeden ważny aspekt. Trzeba starać się znajdować plusy. Każda sytuacja ma przecież swoje plusy. Na przykład to, że częściej gramy w gry planszowe albo że wróciły wieczory filmowe do naszego domu. To, co jest zaburzone, to forma. Ale dużo rytuałów da się utrzymać. Trzeba je włożyć do nowej formy i zacząć funkcjonować w nowej rzeczywistości.

Home office z dziećmi - gry

Arleta: Moja refleksja jest taka, że jak patrzę na funkcjonowanie rodziny jako Arleta, to uważam, że wszystko jest beznadziejne. Ale jak patrzę na to tak z boku, gdyby na przykład to było życie mojej pacjentki, to uważałabym, że to jest wszystko dobrze poukładane. Ważne jest urealnianie – żeby jednak patrzeć na to jak na szklankę do połowy pełną. Wszystko rozgrywa się w naszych głowach. 

Przystosowanie do nowej rzeczywistości

Ania: Nasze mózgi są plastyczne. Wydaje się, że stare mechanizmy przetrwania odzywają się teraz szczególnie mocno. Naszym zadaniem obecnie jest to, abyśmy z tej sytuacji wyszli mocniejsi, bogatsi. Nie w kategoriach finansowych, raczej chodzi o poczucie wspólnoty rodzinnej, może o powrót do rzeczy czy działań wspólnych, których dawno nie robiliśmy.

Ania: Może to takie swoiste rekolekcje ducha, które pozwolą nam przewartościować prędkości, które przed czasem wirusa osiągaliśmy nie dostrzegając np. realnej wartości zakazanego obecnie lasu, wody czy gry planszowej lub zwykłego spaceru z przyjaciółką. Bycie w domu w grupie jest trudne, ale jest też wielkim szczęściem.

Ola: Przychodzi mi do głowy taka sentencja, że nie zdarzenia nas martwią, ale nasze myślenie o nich. To, że jesteśmy pozamykani w domu to tylko fakt, możemy mu nadać znaczenie, jakie tylko będziemy chcieć. No i trochę takie, na jakie pozwalają nam nasze schematy. 

Ola: Możemy myśleć o tym, że jest ciężko albo szukać pozytywów. Najczęściej pewnie będzie nam przychodziło do głowy jedno i drugie. To pewnie jest normalne, że czasami będą chwilę załamania. Ale dbajmy też o to, żeby nie pomijać plusów.

Wykorzystajmy nowe okoliczności

Arleta: Starajmy się korzystać z tego czasu, którego pewnie mamy więcej. To że wszystko przeszło na online pozwala nam wybierać z wielu opcji. W internecie można poszukać ciekawych lekcji dla dzieci, obejrzeć spektakl, koncert czy poćwiczyć jogę. I to już pewnie nie ma związku z pracą ale z życiem – w nim też trzeba szukać normalności. Przystosować się do tego, co jest, żeby nie być cały czas w oczekiwaniu.

Ola: Myślę, że to w ogóle jest jakaś złota myśl dla mnie w całej tej sytuacji – żeby żyć tą chwilą a nie ciągle na coś czekać. Myślę, że miałam z tym problem. 

O home office z dziećmi ( i nie tylko) rozmawiały:


Aleksandra Jankowska – psycholog, psychoterapeutka w trakcie szkolenia poznawczo-behawioralnego, ma 10 lat doświadczenia zawodowego. Prowadzi gabinet na terenie Gdańska. Ma dwójkę małych dzieci.

Arleta Zielonka – psycholog, psychoterapeutka z 20-letnim doświadczeniem, pracuje z młodzieżą i dorosłymi, prowadzi gabinet w Gdyni. Ma trójkę dzieci. Wolne chwile spędza na czytaniu książek.

Anna Rejkowska – pedagog, psychoterapeutka. Pracuje na terenie Trójmiasta i Kartuz. Ma 20-letnie doświadczenie terapeutyczne. Prywatnie jest matką dwójki dzieci. Lubi jeździć po świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.